Sylwetki

James Nachtway – fotoreporter wojenny

James Nachtwey jest jednym z czołowych współczesnych fotoreporterów. Obserwował większość konfliktów zbrojnych drugiej połowy XX wieku. Dzięki charakterystycznemu stylowi i wrażliwości jego obrazy są wyjątkowym zapisem ludzkich tragedii.
Urodził się w 1948 roku w Syracuse w stanie New York. Dorastał w Leominster w Massachusetts. W latach 1966-70 studiował historię sztuki i nauki polityczne w college’u w Dartmouth. Wtedy zainspirowany efektem jaki wywarły fotografie z wojny Wietnamskiej na amerykańskim społeczeństwie i polityce zagranicznej kraju postanowił zostać fotografem. Był młody, zdeterminowany, miał cel. Rzemiosła uczył się sam. Studiował prace mistrzów fotografii: Henri Cartier-Bressona, Gene Smitha, Josefa Koudelki, Dona McCullina. W wynajmowanej ciemni fotograficznej zdobywał praktyczne umiejętności obróbki materiałów. W tym czasie aby zarobić na życie imał się różnych zawodów. Pracował jako stażysta przy redagowaniu newsów telewizyjnych dla jednej ze stacji, był marynarzem floty handlowej oraz kierowcą ciężarówki. Wykonując te zawody nabył wiele umiejętności przydatnych w późniejszej pracy fotoreportera.

W końcu w 1976 roku podjął pracę w wymarzonym zawodzie. Przez cztery lata fotografował dla jednej z lokalnych gazet w Nowym Meksyku. Gdy próbując sił jako wolny strzelec przybył do Nowego Jorku, miał 32 lata.

Jako fotograf po raz pierwszy zetknął się z przemocą w Bostonie. Dokumentował konflikt w sprawie integracji rasowej w szkołach publicznych. Fotografując jeden z protestów zabłąkał się w boczną ulicę, gdzie został otoczony przez gang młodzieżowy. Jeden z wyrostków zaatakował go jednak poprzez rozmowę udało się Nachtweyowi ułagodzić sytuacją i bezpiecznie opuścić miejsce.

Po tym incydencie nie miał dość. Wkrótce wysłano go do Irlandii Północnej, gdzie dziesięciu więźniów z IRA zagłodziło się w formie protestu. Ulice wrzały. Dla Nachtweya było to ważne doświadczenie a zarazem pewien przełom w karierze i stosunku do zawodu. Zrozumiał wartość swojej pracy i jej siłę oddziaływania. Poczuł, że ma na coś wpływ. Od tego czasu poświęcił się dokumentowaniu konfliktów, wojen i problemów społecznych na całym świecie. Miejsca, w których pracował długo by wymieniać. Był właściwie wszędzie gdzie działo się coś ważnego: od Salwadoru, przez Somalię, Bałkany po Czeczenię. Dzięki zawodowemu szczęściu był naocznym świadkiem ataku na World Trade Center 11 września 2001 roku i jednym z dwóch fotografów, którzy działali w samym centrum wydarzeń. Realizację wielu materiałów musiał finansować sam. Tak było w przypadku pracy nad tematem rumuńskich sierot czy głodu w Somalii. W obu przypadkach jego zdjęcia wywołały szersze zainteresowanie mediów tymi problemami.

Myślę, że najprostsze co mogą zrobić ludzie, po zetknięciu się w środkach przekazu z niesprawiedliwością i zbrodniami przeciwko ludzkości, jest zainteresowanie się tymi sprawami. Powinni nosić tą świadomość gdzieś w sobie i nie odwracać się od niej. Jeśli to wymaga wysiłku powinni zdobyć się na niego. Powinni poświęcić trochę czasu, pomyśleć o tym, porozmawiać z innymi ludźmi. W ten sposób tworzy się i żyje opinia publiczna. Krokiem dalej jest skontaktowanie się z odpowiednim urzędnikiem Organizacji Narodów Zjednoczonych, ambasadorem, Rzecznikiem Praw Obywatelskich. Wysłanie listu. Pokazanie im: "Wiem co się dzieje. Trzeba coś z tym zrobić. To niedopuszczalne." Myślę, że to kwestia odwagi posiadania własnej opinii i stania się częścią grupy wywierającej wpływ. Siła w demokracji składa się z wielu indywidualnych głosów występujących razem. Właśnie ich rządzący muszą słuchać. To działa. […] W znacznym stopniu przyczyniło się to do szybszego wycofania wojsk amerykańskich z Wietnamu. Wymusiło zmianę polityki USA w ameryce łacińskiej. Zainicjowało pomoc głodującym w Etiopii, południowym Sudanie i Somalii. Olbrzymie wsparcie i zrozumienie dla interwencji w Kosowie także przyniosło ważne skutki. […] Rezultatów na pewno nie przyniesie brak działania. To zawsze jakaś opcja, ale co dobrego ona daje? W Rwandzie od pół miliona do miliona ludzi zginęły gdy my nic nie robiliśmy. Czy ktokolwiek jest z tego powodu dumny? Nie sądzę.

Jakość przekazu jest kluczowa. Zdjęcia kadruje precyzyjnie. Obraz jest czysty i atrakcyjny mimo okropieństwa jego treści. Takie zdjęcie trudniej jest zignorować i lepiej zapada w pamięć. Nie chce aby jego prace traktować przez to jak sztukę, co nieraz mu zarzucano. Uważa, że przede wszystkim powinniśmy dostrzegać treść tych fotografii. Dlatego dąży do przejrzystości ułatwiającej odebranie przekazu.
Styl jego fotografii odzwierciedla podejście do ludzi i sytuacji. Pracuje spokojnie i łagodnie, traktując ludzi przed obiektywem z szacunkiem. Stara się nawiązać z nimi kontakt, tak by w pewnym stopniu aktywnie uczestniczyli w tworzeniu fotografii. Jest zawsze blisko tematu, co wywołuje u oglądającego wrażenie uczestnictwa w przedstawianym na fotografii wydarzeniu. Stosuje w tym celu obiektyw szerokokątny, który "widzi" podobnie jak oko ludzkie.

Podczas pracy styka się z różnymi sytuacjami. Czasami z takimi gdzie od fotografowania pilniejsza jest bezpośrednia pomoc. Odkłada wtedy aparat i wyciąga ręką. Kilkakrotnie ryzykował własnym życiem gdy ratował je innym. Tak było na Haiti gdzie bronił człowieka przed zlinczowaniem przez tłum. W podobnej sytuacji w RPA został poturbowany, jednak uniknął poważniejszych obrażeń.

Dzięki determinacji i uporowi wiele osiągnął. Był kontraktowym fotografem magazynu Time,
pełnoprawnym członkiem agencji Magnum. Jest jednym z założycieli agencji VII. Jego prace wystawiane są w znanych galeriach na całym świecie. Publikuje je Time, Life, N.Y. Times, Newsweek, National Geographic, Stern, Geo i wiele innych. Został wyróżniony większością prestiżowych nagród. Wiele z nich otrzymał kilkakrotnie.

Piotr Ślósarski


       
 

 

 

 

Tomasz Tomaszewski – fotograf wrażliwy


Tomasz Tomaszewski to bez wątpienia najbardziej znany obecnie polski fotograf. To nie tylko pierwszy Polak, robiący zdjęcia dla National Geographic, ale też twórca, którego fotografie cenią i fachowcy, i laicy.


Fotografia jest interpretacją rzeczywistości. Świat jest trójwymiarowy. Fotografia sprowadza go do dwóch wymiarów. Świat ma przebieg ciągły, podczas gdy fotografia zatrzymuje na ułamek sekundy. Świat jest wyposażony w dźwięk, smak, zapach, czego fotografia jest całkowicie pozbawiona, tak więc nie może reprezentować rzeczywistości.
                                                                    

 z cyklu"Rzut beretem"

Dzisiaj zresztą ścisłe odwzorowanie nie jest już nam potrzebne. Trudno się oprzeć wrażeniu, że wszystko zostało sfilmowane, sfotografowane, pokazane przez telewizję. Dlatego bardziej interesują nas wizja i interpretacja – mówił Tomaszewski Katarzynie Janowskiej i Piotrowi Mucharskiemu w wywiadzie, opublikowanym w książce „Rozmowy na nowy wiek 2”.
Patrząc na dorobek Tomasza Tomaszewskiego nie sposób oprzeć się wrażeniu, że zacytowana powyżej wypowiedź, to nie tylko puste słowa. Bo fotograf niewątpliwie interpretuje świat. A dzięki temu, że „drogowskazem” w tej interpretacji jest jego wrażliwość i wyczucie, powstałe w ten sposób zdjęcia stają się niezwykłą, fascynującą i przejmującą opowieścią o świecie. Niezależnie od tego, czy opowieść ta dotyczy ważnych zdarzeń historycznych, czy codziennego życia zwykłych ludzi.
Kilka tygodni temu światło dzienne ujrzał najnowszy projekt Tomaszewskiego – „Rzut beretem”. To cykl fotografii, pokazujących życie na terenach niegdyś należących do PGR-ów. Głęboko humanistyczne zdjęcia są zarazem bardzo proste, autor nie silił się tu na moralizatorstwo czy krytykę. Po prostu przez dwa lata z aparatem poznawał tych ludzi, przyglądał się temu, jak spędzają czas i na podstawie swoich obserwacji stworzył zdjęcia.

z cyklu"Rzut beretem"

z cyklu"Rzut beretem"

                                                     z cyklu"Rzut beretem"

z cyklu"Rzut beretem"

z cyklu"Rzut beretem"
  z cyklu"Rzut beretem"

z cyklu"Rzut beretem"

z cyklu"Rzut beretem"

z cyklu"Rzut beretem"

z cyklu"Rzut beretem"

z cyklu"Rzut beretem"

z cyklu"Rzut beretem"
Nie inaczej ma się rzecz z innymi cyklami zdjęć Tomaszewskiego. Opowieść o Cyganach to barwna jak życie jej bohaterów wędrówka przez cygańskie tabory, domy i podwórka, na których ludzie się bawią, kłócą, tańczą. Fotograf nie upiększył życia swoich bohaterów, nie bał się pokazać, że dzieci tam palą papierosy i młodziutkie dziewczyny wychodzą za mąż. Bo to wszystko jest elementem kultury, która miała być tematem zdjęć. Aby stworzyć ten cykl, fotograf przejechał prawie całą Europę. Robił zdjęcia Cyganom w Polsce, Francji, Bułgarii, na Słowacji, w Rumunii, Hiszpanii, a także poza naszym kontynentem, np. w Indiach.

Tomaszewski ma na koncie zdjęcia z USA. Te projekty miały pokazać nie wielkie amerykańskie metropolie czy prężną gospodarkę. One pokazują przede wszystkim ludzi. Do historii polskiej fotografii przejdzie zapewne zdjęcie z Nowego Jorku, na którym jak z soczewce zabrało się całe bogactwo tego miasta. I choć jest to pozornie dokumentalne zdjęcie uliczne, znaleźć w nim można o wiele więcej – przede wszystkim wielokulturowość, która jest wszak nieodłączną cechą tego miasta.
Najbardziej jednak przejmującym cyklem zdjęć Tomasza Tomaszewskiego jest bez wątpienia ten dotyczący Centrum Zdrowia Dziecka. I znów mamy tu dowód na niezwykłą wrażliwość i humanizm fotografa. W takim miejscu łatwo było by zrobić zdjęcia epatujące cierpieniem, pełne łez i dramatów, które by poruszały widzów. Tomaszewski nie poszedł w tę stronę. Choć na jego zdjęciach widać zabiegi, widać dzieci naprawdę chore, ani razu nie została tu przekroczona granica intymności cierpienia. Okazuje się – a zdjęcia Tomaszewskiego są na to najlepszym przykładem – że można w łapiący za serce sposób sfotografować miejsce pełne cierpienia, ale go wprost nie pokazując.

Jeśli fotograf ma szacunek do swoich bohaterów i wrażliwość na świat, nie musi posuwać się epatowania dramatem, nie musi stosować zabiegów formalnych, nie musi „reżyserować” świata wokół, jednym słowem nie musi kłamać. Wspomniana na początku umiejętność „interpretacji świata”, połączona z uczciwością wobec widza i szacunkiem dla bohatera – to chyba sekret nie tylko prac Tomasza Tomaszewskiego, ale i dobrego fotograficznego dokumentu w ogóle. A o tym, że taka metoda pracy się sprawdza i zapewnia sukces, najlepiej świadcz chyba fakt, że Tomaszewski jest dziś fotografem, którego znają nawet osoby nie mające nic wspólnego z fotografią. Tomaszewski jest więc twórcą nie tylko szanowanym przez fachowców. Jego prace lubią też „zwykli” widzowie – bo mówi on ich językiem i zawsze pozostaje szczery.

http://www.swiatobrazu.pl/tomasz_tomaszewski_8211_fotograf_wrazliwy.html

2 myśli nt. „Sylwetki”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s